Wstajemy
rano- zaraz po tym jak zadzwoni nasz budzik. Pierwsza rzecz jaką
robimy to sprawdzanie maila, serwisów informacyjnych czy portali
społecznościowych. Gdy już wyjdziemy z łóżka włączamy
wiadomości albo jakikolwiek program w telewizji- żeby coś grało w
tle. Powtarzamy ten rytuał praktyczne codziennie. Na obiad
przyrządzamy potrawę, którą znaleźliśmy na blogu słynnej,
internetowej blogerki kulinarnej. Wieczorem wybieramy się do kina na
najnowszy film, który zdobył tak wiele pozytywnych recenzji w
internecie. Wychodząc z domu najważniejsze jest by zabrać telefon.
Nasze życie to nieustanne wpatrywanie się w te wszystkie świecące
prostokąty.
Dla
naszego pokolenia często bardziej istotnym jest by zrobić zdjęcie
zachodowi słońca, motylowi czy innemu równie ulotnemu zjawisku,
niż sam fakt doświadczenia go. Wolimy się skupić na tym by
zdjęcie było zrobione pod dobrym kątem, z dobrym światłem i z
idealną ostrością. Nie staramy się być tu i teraz, na spokojnie,
razem z naturą. Fakt, możemy potem wpatrywać się godzinami w tą
niesamowitą, piękną fotografię, ale czy to nie ulotność
sprawia, że zachody słońca są tak fascynujące?
Często
nie chcemy tych chwil dla nas samych. Nie rzadko nie wystarcza nam
nawet obecność bliskich czy przyjaciół. Chcemy więcej. Chcemy
pokazać to co doświadczyliśmy całemu światu. Przepraszam, całemu
internetowemu światu, oczywiście.
Świecące
prostokąty ogarnęły nas wszystkich i nie mówię tu wyłącznie o
młodzieży, chociaż wiadomo, że to właśnie my mamy z tym
największy problem. Wychodzimy na ulicę i zawsze można dostrzec
kogoś, kto aktualnie pisze coś na swoim smartfonie, albo ktoś kto
rozmawia przez niego. Inni praktycznie biegnąc, ewidentnie gdzieś
spóźnieni, nerwowo wyciągają telefon by sprawdzić godzinę.
Społeczeństwo tak zapatrzone w swoje maleńkie urządzenia, tak
liczne a zarazem tak niedostrzegalne. Może jesteśmy już tylko
cieniami samych siebie?
Niezaprzeczalnie
upadamy jako ludzie, jako wspólnota. Upadamy bo przestajemy
dostrzegać siebie nawzajem, ba, przestajemy dostrzegać samych
siebie i tego co jest dla nas tak naprawdę istotne. A jedyne, co tak
naprawdę mamy, i czego nikt nam nie odbierze, to te wyćwiczone od
ciągłego klikania kciuki.
Telefony
to istotna część naszej codzienności. Właśnie dlatego czasami
tak ciężko nam odróżnić fikcję od rzeczywistości. Nie trzeba
spotkać się ze znajomymi twarzą w twarz by móc im powiedzieć jak
się czujemy i co wydarzyło się w naszym życiu. Ten kontakt, mimo
że z pozoru częstszy, jest dużo słaby i niewystarczający.
Zaburza nasze poczucie rzeczywistości. Pisząc z kimś czujemy, że
osoba ta jest obok nas. Czy tak jest naprawdę? Zdecydowanie nie.
Czasem jednak ten mały ekranik może uratować nas od dużych
kłopotów. Przykładem jest to, że możemy bez problemu znaleźć
jakikolwiek budynek, jakikolwiek sklep. Idąc do przyjaciółki,
która niedawno się przeprowadziła, z pomocą GPSu na pewno nie
zabłądzimy. Możemy również, będąc świadkami wypadku,
zadzwonić na odpowiedni numer, który może uratować komuś życie.
Tak, mówię tutaj o numerze 112.
Niestety
te użyteczne i pomocne możliwości, jakie dają nam urządzenia
tego typu, są używane bardzo rzadko. Często zupełnie pochłonięci
wydarzeniami, które widzimy w telefonie, przestajemy kontaktować z
rzeczywistością. Nie widzimy czyhającego niebezpieczeństwa. Ileż
już było przypadków, kiedy niczego nieświadomy użytkownik
smartfona był o krok przed poważnego zagrożenia. Ileż razy ktoś
nie miał tyle szczęścia i jego życie skończyło się z telefonem
w ręku, ze wzrokiem zanurzonym w świecącym ekraniku.
A
gdyby się tak zatrzymać i pomyśleć przez chwilę co jest dla nas
ważne? Myślę, że zadając takie pytanie jakiemuś przypadkowemu
człowiekowi usłyszelibyśmy odpowiedź rodzina, przyjaciele, być
może zdrowie. Na pewno nie telefon, komputer czy telewizor. Niestety
w praktyce wygląda to inaczej. Czasem wolimy zamknąć się w swoich
czterech ścianach, włączyć film i oglądać go bez udziału
kogokolwiek. Czasem wolimy godzinami wpatrywać się w ekran grając
w swoją ulubioną grę, a z pewnością nie jest to korzystne dla
naszego zdrowia, które przecież tak wszyscy cenimy.
Czy
to znaczy, że wszyscy jesteśmy uzależnieni? A to, jak każde inne
uzależnienie, powinno zostać poddane leczeniu? Zdecydowanie tak,
niestety nie ma podstaw by sądzić, że jest w ogóle taka
możliwość. Prawdopodobnie już nigdy nie ograniczymy roli
telefonów, komputerów czy telewizorów w naszym życiu. Z pewnością
niejednemu z nas nie udałoby się zaprzestać korzystania na jeden
tydzień. Większość penie nie chciałaby się nawet podjąć tej
próby, z góry skazując ją na niepowodzenie. Czasem patrząc na tą
otaczającą nas rzeczywistość czuje smutek, przerażenie, czasami
nawet strach. Strach przed tym co się stanie gdy zabraknie
wszystkich tych, którzy żyją światem realnym.
-Mój pierwszy felieton-
-JASZA-
- 11:18
- 0 Comments